piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 3


Gdy byłam małą dziewczynką tata często zabierał mnie na mecze piłki nożnej. Kochał ten sport ponad wszystko, a że nie miał syna ubierał mnie w za dużą klubową koszulkę i sadzał na jednym z stadionowych krzesełek tuż obok siebie. Na początku nie rozumiałam zasad gry, a jedyne co na mnie działało to głośny i radosny okrzyk słowa „gol”, który tak często padał pośród kibiców. Później sama dałam się ponieść pasji ojca i, gdy on leżał zmęczony na kanapie ciągnęłam go na mecz obwijając klubowym szalikiem. Chwile spędzone z, nim na przeróżnych stadionach w większości jednak Widzewa uważałam za najlepsze i to one jako pierwsze pojawiały się w mojej głowię na wspomnienie taty. Piłka stała mi się obojętna dopiero po tym jak zamieszkałam z Łukaszem i Natalią. Niespodziewanie miałam jej za dużo, gdzie się nie odwróciłam, a to trening Łukasza, a to kolejny mecz, teraz musi iść na konferencję, a następnie wyjeżdża na zgrupowanie.Za dużo, za obficie i zbyt często. Były jednak momenty, kiedy robiłam wyjątek. Piłka była przecież pasją Łukasza a ja, Natalia i Nelka miałyśmy obowiązek go w niej wspierać.
Nadszedł dzień meczu Widzewa z Zagłębiem. Mecz nie wiedzieć czemu niezwykle ważny dla mojego przybranego ojczulka. Siedziałam na VIP-owskiej trybunie ubrana w czerwoną, meczową koszulkę Broźa pośród innych partnerek i dzieci piłkarzy.
- Za, ile zaczną grać? –spytałam już znudzona w stronę siedzącej obok Natalii.
- 9 minut do pierwszego gwizdka – oznajmiła mi brunetka spoglądając na zegarek.
Westchnęłam ciężko i opadłam na stadionowe krzesełko.
- Sikać mi się chce – stwierdziłam po chwili.
- To idź do łazienki, jeszcze zdążysz. – Natalia wskazała mi palcem kierunek, w którym powinna się udać.
- No to czas na misję ”toaleta” – powiedziałam robiąc cwaniacki uśmieszek. Podniosłam się z miejsca i z nadzieją, że trafie udałam w wyznaczoną stronę.


~*~
 

Jak na złość wszystkie stadionowe korytarze wyglądają tak samo. Jestem pod wrażeniem jak sami piłkarze się w nich nie gubią.
- Halo! Halo! Jest tu kto? – wydarłam się na cały głos.
Byłam w jakimś kolejnym szarym korytarzu, który od innych odróżniał się tylko zawieszonym na ścianie grupowym zdjęciem piłkarzy Widzewa. Podeszłam bliżej fotografii aby wśród ubranych w korki i meczowe stroje chłopaków odnaleźć sylwetkę mojego tatuśka Broźa. Zanim jednak zdążyłam przyjrzeć się którejkolwiek z twarzy usłyszałam zbliżające się odgłosy czyichś kroków. Przestraszona odwróciłam się w ich stronę.
- Co ty tu robisz? Osoby nieupoważnione nie mogą tutaj przebywać! – usłyszałam z ust zbliżającego się chłopaka.
Kiedy po chwili nieznajomy podszedł do mnie i stanął naprzeciwko zamarłam. Przede mną stał chłopak ze sklepu, ten czarujący uśmiechem brunet, który wykłócał się o miejsce w kolejce. Otworzyłam szerzej oczy nie wierząc w to, co widzę. Nie wiedziałam co mam robić.
- Chwileczkę – powiedział chłopak zbliżając się jeszcze odrobinę. – O w mordę! Ja nie mogę to ty! – krzyknął po chwili. – Kurczę co kłótliwa dziewczyna ze sklepu robi w zamkniętej części stadionu? – spytał wybałuszając gały.
- Robi sobie spacer – oznajmiałam ironicznie i przewróciłam oczami ignorując wcześniejszy fakt, że nazwał mnie kłótliwą dziewczyną. – A tak dokładniej mówiąc to szukam łazienki.
Chłopak uśmiechnął się do mnie tak słodko, że mogłam śmiało zwymiotować tęczą.
- Zaprowadzić cię? – spytał a ja dostrzegłam jak bardzo cieszy go ta możliwość.
W normalnych okolicznościach odpowiedziałabym nie i jakoś wytrzymała, ale mój pęcherz zbytnio dopominał się o swoje.
- Dobra - odpowiedziałam i posłusznie ruszyłam za szczerzącym się chłopakiem.
Po załatwieniu swojej potrzeby zadowolona opuściłam łazienkę pod którą czekał na mnie brunet.
- Tak właściwie to jestem Mariusz – powiedział i wyciągnął w moją stronę dłoń. – Nie przedstawiłem ci się ani w sklepie ani chwile temu przy naszym drugim spotkaniu.
- Emilka – oznajmiłam i uścisnęłam mu dłoń.
- Jeśli mogę wiedzieć to, co poza poszukiwaniem toalety sprowadziło cię na stadion? – zapytał po chwili.
- Mecz, zresztą jak chyba wszystkich dzisiaj. A ciebie? – zdałam sobie sprawę, że właściwie nie wiem, co chłopak tutaj robi.
- Jestem piłkarzem – wyjaśnił ze śmiechem. – No wiesz ten co biega po murawie za piłką – uściślił.
Uśmiechnęłam się rozbawiona jego odpowiedzią. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z Mariuszem w sklepie jego twarz wydała się lekko znajoma, zawód piłkarza wyjaśniał te sprawę.
- Rybicki! Gdzie jest kurwa Rybicki? Kto widział tego małolata?! – po korytarzu rozniósł się niespodziewanie czyjś podniesiony głos.
Rozejrzałam się zdziwiona dopiero teraz dostrzegając, że obok nas znajduje się pokój z napisem „szatnia”.
- Cholera! Muszę lecieć, wołają mnie. – rzucił przerażony brunet. – Pamiętaj Mariusz Rybicki! – dodał wskazują na siebie i posyłając mi ostanie urocze spojrzenie zniknął za drzwiami szatni.
- Gdzieś ty się kurwa podziewał Rybicki? Myślisz, że będziemy znosić twoje ciągłe wybryki? Posadź wreszcie swój tyłek i słuchaj taktyki na mecz! – z szatni doszły mnie krzyki jakiegoś mężczyzny.

 

~*~

 

W jakiś magiczny i nie znany mi sposób odnalazłam drogę na VIP-owski sektor. Automatycznie zapisałam też w głowię, żeby poinformować Łukasza, że na ich stadionowych korytarzach przydałyby się jakieś oznaczenia albo informację. Byłam pewna, że takich gubiących się idiotek jak ja, jest więcej.
- Jestem – rzuciłam do Natalii i zajęłam swoje miejsce.
Brunetka pokiwała tylko głową i przeniosła swój wzrok na murawę, gdzie właśnie pojawiali się piłkarze. Na widok wchodzącego Mariusza i jego koszulki z napisem „Rybicki” lekko się uśmiechnęłam. Nie miałam bladego pojęcia, że go tu dzisiaj spotkam i dowiem się, jak mój wpychający się do kolejek nieznajomy się nazywa. Był przystojny, sympatyczny, a co najważniejsze mimo złego pierwszego wrażenia w sklepie chyba mnie polubił.
Po chwili wszyscy piłkarze ustawili się do odśpiewania dwóch hymnów grających dzisiaj ze sobą drużyn. Kiedy stanęli obok siebie przyjrzałam się każdemu dokładnie.
- Dziesięć – burknęłam pod nosem niewyraźnie, ale Natalia i tak to usłyszała.
- Co? – spytała spoglądając na mnie.
- Widzewiaków jest tylko dziesięciu – wyjaśniłam jeszcze raz licząc stojących w czerwonych koszulkach piłkarzy. – Jednego brakuje do wyjściowego składu.
- Rzeczywiście – przyznała mi rację Natalia. – Gra się w jedenastu.
Ledwo moja mamuśka skończyła wypowiadane słowo a na murawę wpadł zdyszany, wysoki chłopak w czerwonej koszulce Widzewa z proporczykiem stołecznego klubu w ręku. Podbiegł do Łukasza i wręczył mu proporczyk, po czym sam ustawił się obok kolegów z dumną miną ogłaszającą, że jest gotowy.
- No i jest, brakowało Stępińskiego. – oznajmiła Natalia uśmiechając się na widok chłopaka.
Podniosłam się z krzesełka aby lepiej widzieć twarz wysokiego chłopaka, którego moja mamuśka nazwała Stępińskim. Poczułam jak uginają się pode mną kolana. Nawet z tej odległości dostrzegłam piękne szaro-niebieskie tęczówki, które tak bardzo wyróżniały się z tłumu.
- Te oczy – wymamrotałam pod nosem jak głupia wpatrując się w stojącego na murawie wysokiego chłopaka.

„Zaskoczenie jest elementem budującym całą zabawę. Myślimy sobie, że dobrze jest jak jest a tu nagle świat odwraca się do góry nogami.”
 
________________________
Rozdział krótki z czego zdaje sobie sprawę ale chciałam w nim tylko ukazać tożsamość tajemniczych chłopaków Emilki, więc to mi się udało. Następny będzie miał już normalną długość i zacznie się akcja.
Na blogu pojawiły się nowe zakładki „Bohaterowie” i „Spam” jeśli chcecie możecie się z nimi zapoznać. A zainteresowanych moją twórczością (a raczej tym czymś co robię) zapraszam na moje drugie opowiadanie o skoczkowej tematyce ale myślę, że zrozumieją go wszystkie osoby nie tylko fani skoków.
Taka mała informacja dla myleny i Roberty : Starałam się jak mogłam, żeby nie było wiadome kim są adoratorzy a wy od razu mi strzelacie i jeszcze trafiacie z nazwiskami. Chyle czoła ;)
 

Obserwatorzy